.

wtorek, 16 czerwca 2015

I did it!

Cholera, nie sądziłam, że kiedyś tu jeszcze napiszę. Schudłam 20 kg. To niesamowite jak zaburzony obraz siebie ma człowiek. Na całe szczęście porobiłam sobie zdjęcia te 20 kg temu. Teraz jak na to patrzę, to nie mogę uwierzyć. Po prostu nie mieści mi się to w głowie, jest dla mnie nierealne. Jak ja tak mogłam wyglądać? A co gorsze - jak mogłam nie widzieć jaka byłam gruba. Nigdy nie dopuszczę się do takiego stanu, nigdy! Pf, chociaż nie mam prawa używać słowa " nigdy ". Zrobię wszystko by nie przytyć i nie wyglądać tak, jak wyglądałam! O, to brzmi o wiele lepiej.

Czuję się lepiej ze sobą, co nie zmienia faktu, że jeszcze 10 kg przede mną. Pamiętam jeden moment - wieczór z rodzicami. Leżałam na łóżku i pomimo tego, że był to początek diety powiedziałam - jestem pewna, że teraz mi się uda. Nie myliłam się. Jak całe życie próbowałam schudnąć, tak teraz mi się udało. Chyba zacznę coś tu skrobać. Uczę się systematyczności - pod każdym względem, więc do dzieła!



niedziela, 2 listopada 2014

5, 6 i 7/66 - Totally mess!


Popłynęłam. O wiele bardziej niż się spodziewałam. Piątek - duża impreza Halloween, dużo alkoholu, dużo niezdrowego żarcia. Źle wszystko zaplanowałam. W piątek do 20:00 nie jadłam nic, a zaraz jak wyszłam z domu wszyscy znajomi w drodze na imprezę pospiesznym krokiem, z uśmiechami na ustach pognali na kebaba. I co? Jak zawsze normatywny wpływ społeczny zadziałał, jak miał zadziałać - poszłam z nimi. Tłumaczenie - zjedz coś, to się potem nie porzygasz :P

Sobota spędzona rodzinnie. Tego już opowiadać chyba nie muszę, bo każdy wie jak to jest jechać na " obiadek " do rodziny, a potem na "ciasto " do cioci itd to się ciągnie w nieskończoność. No nic stało się. Wiedziałam, te dwa dni będą na czerwono, ale nie przejmuję się tym. Dalej jestem gotowa do działania. Dziś postaram się zjeść tylko do 500 kcal. Idę poszperać u Was, bo trochę to zaniedbałam.



czwartek, 30 października 2014

4/66 - Got it!

- uczelnia - zakupy - samoobrona - mało kcal - spalanie - siła do działania - dobry dzień



- dietetyczne ciasteczka (220)
- 1,5 faworka (150)
- troszeczkę makaronu z sosem (400)
* 770

Dziś waga podskoczyła, ale nie przejmuję się tym, bo wczoraj wypiłam chyba z 2,5l wody.
Do przodu!

środa, 29 października 2014

3/66 - Lazy day!

Nie mam na nic siły, albo bardziej ochoty. Bawi mnie spadek mojej wagi. Tak wiem, że to woda, ale i tak cieszy.



- pierdoły (500)
- makrela 350
* 850

wtorek, 28 października 2014

2/66 - Be the kind of woman

Bycie na uczelni cały dzień ma jednak kilka plusów. Nigdy nie jem śniadań (niestety) więc od 7 - 18 w moim tłustym brzuszku prawie nic nie zagościło, z czego się bardzo cieszę. Jestem tak zmęczona, że nie mam siły nic więcej pisać. Bilans i lecę przed tv!



- kilka gryzów jabłka (100)
- tymbark (150)
- 1/4 bułki z odrobiną śledzi w sosie pomidorowym (300)
* 550

poniedziałek, 27 października 2014

1/66 - Dodge!


Stojąc na przystanku przy rozbrzmiewającej muzyce w moich uszach, obserwowałam ludzi. Mój wzrok przenikał przez każdego, dosłownie. Nagle zatrzymał się na dziewczynie. Była wyjątkowa, wyglądała wyjątkowo. W tym całym tłumie ona jedyna była małym, jasnym światełkiem. Siedziała na murku z kawą w ręku. Świeża, delikatna, chuda. Nie była szczupła. Kurwa, była cholernie chuda. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Duże czerwone usta, blada cera, czarne oczy - ideał. Oddałabym wszystkie promienie słońca, żeby wyglądać tak jak ona. Była strasznie podobna do Taylor Momsen, ba! Prawie identyczna. Ciągle chodzi mi po głowie.



- 2 "mini parówki" z kromką ciemnego chleba (400)
- trochę zieleni z tuńczykiem (200)
- kilka łyżek zupy pomidorowej (400)
* 1000

niedziela, 26 października 2014

Wat's goin' on?


Whoa! Nareszcie mam okazję zostawić wszystko za sobą, zacząć od nowa, wrócić. Nie wiem jak często będę tu zaglądać, jak często będę pisać. To nie jest ważne. Liczy się tu i teraz. 

Kim jestem? Kogo potrzebuję? O kim myślę? O jakim chłopaku? A może o jakiej dziewczynie? Mam mętlik w głowie, nic nowego. Ale nie potrzebuję pomocy, poradzę sobie sama jak zawsze. Systematyczność w diecie i na studiach. 12kg do końca roku. Chcieć, to znaczy móc.




czwartek, 10 kwietnia 2014

Punkt piąty.


Piąty dzień z |9,2 do |6,9. Prawie 2,5 kg w 5 dni, jest dobrze. Mam nadzieję, że w 7 dzień wybije mi równe -3. 
Jestem zadowolona, póki co wszystko się układa, jest okej. Jutro piję do upadłego. W dupie mam kaloryczność piwa, nie obchodzi mnie to. Jutro będzie mój dzień. Wypiję za smutki, za sukcesy i oczywiście za NAS. Dziękuję, że jesteście, że wspieracie. Mam bałagan w głowie, nic więcej nie napiszę.



- zupka chińska (300)
- kilka chrupków (200)
500

środa, 9 kwietnia 2014

Punkt czwarty.


Ciągle pada i pada, już mam dosyć stukotu kropli o szybę. Niech to się skończy, bo doprowadzę się do szału. 
Dzisiaj się minęliśmy. Na ulicy, po prostu, przypadkiem, bez słowa. Wymieniliśmy tylko głębokie spojrzenia. Głębokie, ale już puste, czułam to. To koniec, żar, który tlił się we mnie wygasł. Najzwyczajniej w świecie. Tak bardzo się cieszę! Nie, jestem smutna. Pragnę go. Nienawidzę. Kocham go. Nigdy nie kochałam. Muszę przestać o nim myśleć. Przestanę. Postaram się.
Dziewczyny, co do tego wymiotowania.. Ja wiem, że to jest złe, że nie pomaga, że niszczy organizm, że nie tędy droga. Ale ja to po prostu lubię, cholera. Poza tym mój żołądek (albo mózg) nie przyswaja normalnego żarcia. Dzisiaj mama zrobiła makaron zapiekany w serze z jakimiś pierdołami - jej debiut. Ubłagała mnie żebym skosztowała, zrobiłam to. Jeżeli mogę dać jej trochę uśmiechu na usta, mówiąc, że smakuje  wyśmienicie, nie będę się wahać, zjem. Nie zjadłam dużo, aczkolwiek zaraz  po tym bardzo rozbolał mnie brzuch, cholerniekurwa mocno i to nie pierwszy raz. Od jakiś 2 tyg jak zjem coś bardziej "tłustego" od razu czuję to na żołądku. Zrobiłam to znowu.




- makaron
wchuj

wtorek, 8 kwietnia 2014

Punkt trzeci.

Jakoś nie mogę na siebie patrzeć. Pomijając już ciało, ale z twarzy wyglądam jak świnia, naprawdę.. Niech mi już zejdzie ten pucek, bo zwariuję :) 
Jakiś czas temu, kiedy jeszcze chodząc nie robiłam śladów na śniegu, nabyłam pewną umiejętność. Potrafię zwymiotować wszystko co w siebie włożyłam na pstryknięcie. Wada czy zaleta? Odchudzanie nie kojarzy mi się z niczym innym, tylko z wymiotowaniem, naprawdę. Dzisiaj, kiedy wróciłam do domu, pierwsze co zrobiłam, to podeszłam do lodówki, wyciągnęłam sałatkę i ją zjadłam. Zaraz po tym zjadłam sobie pół pączka.  Po wepchaniu w siebie tysięcy kalorii poszłam do łazienki z wypchanym brzuchem. Stanęłam przed lustrem i jak idiotka się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że zaraz znowu będę "na zero". Po 5 min znowu był pusty, lekki, bardziej płaski. 
Wiem, że odchudzanie nie tak działa, nie na tym polega.. Czasami zastanawiałam się czy nie jestem uzależniona od ślęczenia nad kiblem. Lubię to. Wtedy mam władzę nad samą sobą i to ja decyduję co zostaje, a co nie. 




- sałatka
- pół pączka
900